Recenzja Sweet Life [Warszawska 7, Kraków]

Na ulicy Warszawskiej nie było miejsca, które zapraszałoby na fajny, szybki i lekki posiłek. Jakie było moje zaskoczenie, gdy dowiedziałam się o Sweet Life. Po zapoznaniu się z kartą lokalu na Facebooku, nie mogłam doczekać się wizyty w lokalu. Kuchnia świeża, lekka, z dużą ilością warzyw, nęciła mnie, bo to jest to, co naprawdę lubię. Po wyjściu z lokalu entuzjazm zmalał… Czy dam im jeszcze jedną szansę?

Wejście do lokalu

Sweet life nie taki słodki jak wskazywałaby nazwa. Wnętrze jasne, przestronne, z małą ilością dodatków w postaci zieleni. Bar stanowi główne serce miejsca, lustro za barem powiększa pomieszczenie. Na barze dużo się dzieje, jest lemoniada, ekspresy do kawy, zaparzacze i słodkości. Obok na półce duży wybór kaw. Kuchnia znajduje się na dole, nie mamy wglądu w prace kucharzy, tak jak np. w Ka Udon Bar. Lokal składa się z dwóch pomieszczeń, tego z barem i pokoju wewnątrz, ze stolikami i fotelo-pufami . Z głośników sączy się przyjemna muzyka.

Cappuccino i lemoniada

Po zajęciu miejsca przy oknie, zamówiliśmy lemoniadę i kawę. Bardzo dobre cappuccino. Lemoniada zimna z lodem, niezbyt słodka, ze świeżym owocami, skutecznie ugasiła pragnienie. Poprosiłam o kartę. Okazało się ze karta jest jedna i tylko w języku angielskim, mocno sponiewierana, ogólnie po przejściach. Duży minus, bo po pierwsze, jaki to koszt produkcji kilkunastu egzemplarzy dodatkowych, tym bardziej ze jakość karty też nie rzuca na kolana, zwykły twardszy papier, po drugie jesteśmy w Polsce to dlaczego karta jest TYLKO w wersji angielskiej? Nie wiem. Na ścianie przy wejściu oprawiona w ramę większa wersja karty papierowej, również w języku angielskim. Dla mnie to nie problem, ale przecież nie wszyscy posługują się tym językiem.

Karta menu

W lokalu brakuje tego czegoś, co by go wyróżniło na tle innych, jest poprawnie. Pani Kelnerka, zresztą bardzo miła Pani, poinformowała nas, że ze względu na jedno duże zamówienie będziemy musieli poczekać na swoje porcje około 20 min. Plus za uczciwe poinformowanie. Po oczekiwaniu pierwsza porcja dotarła do nas, na drugą czekaliśmy dodatkowe 7 minut. Niefajnie, bo ja już z głodu zaczęłam jeść swoją porcję, nie patrząc na głód osoby towarzyszącej. Bywam okrutna 😉

Lifebowl z ryżem

Do dań wybór mięsa pomiędzy wołowiną, wieprzowiną i kurczakiem. Zdecydowaliśmy się na wołowinę. Wybór padł na lifebowl z ryżem oraz lifebowl z noodlami. Obydwa zestawy po 21 zł. Porcje duże, na obfity lunch lub solidny obiad. Jedzenie ładnie podane, ryż jak dla mnie za twardy, jajko u mnie nie miało płynnego środka, wołowina momentami z przerostami, jednak nie mogłam w pełni wydobyć jej smaku, gdyż dominował wszędzie sos sojowy i jakaś ostra przyprawa. Sos sojowy, mnóstwo sosu, był i w wołowinie i w ryżu i warzywach. Jedynie warzywa pokrojone i ułożone w przyjemną kompozycję broniły się świeżością. Troszkę się zawiodłam , bo zdjęcia ze strony lokalu obiecywały dużo więcej. Druga porcja w wersji z makaronem, również cieszyła się wszędobylską obecnością sosu sojowego, który naprawdę w tym miejscu przytłacza, jednak tu żółtko było płynne.

Lifebowl z noodlami

Dużym minusem jest brak klimatyzacji w lokalu (a jeśli była to działała słabo), podczas siedzenia przy oknie w słoneczny dzień jest bardzo gorąco, musieliśmy zmienić miejsce, na mniej nasłonecznione. Miejsce może ma potencjał, ale ja go nie odkryłam i trudno mi tam będzie szybko wrócić. Smak nie pozostawił u mnie dobrego wrażenia. Mniemam, że gdyby zmniejszyć ilość sosu sojowego w daniach, jedzenie byłoby w smaku bardziej zróżnicowane. Obsługa bardzo miła, Pani Kelnerka kilkakrotnie nas przeprosiła za opóźnienie w wydawce. Ale sam personel nie podciągnie lokalu do góry. Jedzenie pakowane jest również na wynos, lokal ma swoich fanów, którzy są z takiej opcji bardzo zadowoleni.

Duszki smaku:

Smak:     
Obsługa:     
Wystrój:     

Ocenione w kategorii: bar koreański

Adres:

Sweet Life, Warszawska 7, Kraków.

[fb] [menu]

Zdjęcia ze Sweet Life:

Menu oprawione w ramę w języku angielskim
Duży wybór kaw
Widok na bar
Wnętrze
Wnętrze

* Jak recenzuję?

Mam kilka zasad, których trzymam się recenzując lokal. Po pierwsze za dania płacę sama, po drugie nie zapowiadam swoich wizyt, po trzecie nie pracuję, ani nie wykonuję zleceń dla żadnego z odwiedzanych lokali. Wszystkie recenzje opieram wyłącznie na moich prywatnych doświadczeniach i subiektywnych emocjach. Oceniam przyznając od 1 do 5 duszków smaku. Oceną wyjściową jest 3. Oceniam lokale według sobie podobnych – food trucki porównuję do innych food trucków, a knajpy z listy Michelina wyłącznie z innymi restauracjami z tego przewodnika.

Dodaj komentarz